urządzenie kosmetyczne

Wszystko albo nic: nowe trendy w makijażu


(Fot. Getty Images, IMAXTREE)

Największe domy mody pozostają wierne minimalizmowi, z kolorem romansują nieśmiało. Za to młodzi eksperymentują. Łączą jaskrawe neony z cukierkowymi pastelami, a abstrakcją mieszają z geometrią. Porządna dawka pozytywnej energii pozwala patrzeć w przyszłość z optymizmem. 

Minimalistki przyzwyczajone do brązów i beżów, które – patrząc na tak duże natężenie koloru w wiosennych makijażach – łapią się za głowę, uspokajam: jaskrawość na oczach, ustach i włosach nie oznacza końca ery naturalności. Nietknięta gramem makijażu, wypielęgnowana i odbijająca światło cera pojawia się na wybiegach i w sesjach z podobną częstotliwością. Ale ona dziś nikogo już nie zaskakuje. Trudno też nazywać ją trendem. Bliżej jej do stylu życia, w którym ograniczenie makijażu do minimum ma iść w parze z bardziej świadomym i uważnym podejściem do pielęgnacji.

(Fot. Getty Images, IMAXTREE)

Choć każdy makijażysta zapytany o poziom trudności makijażu minimalistycznego i tego nasyconego kolorem odpowie, że efekt „make-up no make-up” jest znacznie trudniejszy do wypracowania, to i tak bardziej obawiamy się intensywnych barw. Sama od kilku lat maluję się mniej więcej tak samo – brązami, beżami, czasem trochę złota. Czerwoną szminkę nakładam sporadycznie, a szczytem ekstrawagancji stał się brokat, do którego także przekonywałam się stopniowo. Jednak oglądając pokazy na nowy sezon, zwróciłam uwagę głównie na kolor. Nie mogłam oprzeć się pokusie wypróbowania na sobie wszystkich odcieni, jakimi makijażyści pokryli twarze modelek. Nie zrezygnuję raczej z ulubionego makijażu, ale chętnie poeksperymentuję z niebieskim cieniem w kredce, który od kilku miesięcy czeka, aż wyjmę go z opakowania, pomarańczową pomadką i tuszem w kolorze pastelowego fioletu. 

Nic dziwnego, że projektanci chcieli, by w tym roku wiosnę zwiastowała spora dawka koloru – ma nieść optymizm, dodawać otuchy i energii. Pocieszać i symbolizować zmianę. Na lepsze oczywiście. Najwięcej kolorowych makijaży znalazło się na pokazach młodych projektantów – piewców indywidualizmu i zaangażowanych aktywistów. U Michaela Halperna modelki miały powieki pomalowane na lawendowy fiolet, a usta pokryte solidną warstwą bordowego błyszczyku. U Brytyjki Charlotte Knowles uwagę przykuwały rozmyte

plamy błękitnego cienia i włosy pofarbowane na jaskrawą zieleń. A w sesji Chromat na pierwszy plan wysuwał się tęczowy makijaż oka, w którym w idealnej harmonii żyły ze sobą żółcienie, pomarańcze i niebieskości. Trudno się na widok takich make-upów nie uśmiechnąć.

Dior, 5 Couleurs (Cena: 289 zł)

Paleta emocji

O tym, że kolor wpływa na nasze samopoczucie, emocje i zachowanie, wiadomo nie od dziś. Z wiedzy tej korzystają specjaliści od marketingu, artyści malarze, a także lekarze, szczególnie ci specjalizujący się w psychologii behawioralnej. Znana jest historia badań Alexandra Schaussa, dyrektora American Institute for Biosocial Research w Waszyngtonie, który od końca lat 60. analizował, jak pokazywanie konkretnych barw oddziałuje na pacjentów. W 1979 roku przekonał kierownictwo zakładu karnego w Seattle, aby przemalowało niektóre z cel na różowo – według jego badań odcień Baker-Miller Pink miał redukować agresję i przemoc. Rezultaty eksperymentu były jak na tamte czasy zadziwiające. Zmalała częstotliwość agresywnych zachowań, nie obserwowano też incydentów z udziałem przebywających w placówce więźniów. Na wolności kolor działa równie imponująco. Może uspokajać albo dodać werwy do działania. Wywołać pożądanie i podniecenie. A nawet, jak chociażby niebieski, wyciszyć i dać poczucie bezpieczeństwa. 

Natężenie barw i ich jaskrawość zapowiadają odnowę, świeżość i wyrazistość, czyli wszystko, czego potrzeba nam w posępnym zdominowanym przez pandemię świecie – mówi o kolorach sezonu Katarzyna Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka i wykładowczyni psychologii mody. I choć interpretacja kolorów, jakie występują w tym sezonie na wybiegach, jest dość uproszczona (pomija chociażby wiązanie kolorów z osobistymi skojarzeniami i przeżyciami), spełnia swoją rolę – przypomina, że nawet tak błaha rzecz jak makijaż może mieć realny wpływ na poprawę naszego samopoczucia.

Matowa pomadka do ust MAC (Cena 89 zł)

Efektowny trik

Do tej pory kolor w makijażu wydawał się skomplikowaną formą zarezerwowaną dla artystów i wizażystów. Nowy sezon może to zmienić. Propozycje z wybiegów zachęcają do eksperymentów przed lustrem. Możemy zainspirować się twórczością Yves’a Kleina i na powiece rozetrzeć niedbałą (ale jakże efektowną) niebieską smugę albo nawiązać do impresjonistycznej akwareli i otoczyć oko subtelnym woalem błękitu. Możemy pójść w ślady gwiazd i metodą „zrób to sam” ufarbować włosy na intensywny  turkus czy cukierkowy róż. Albo pokryć usta matową powłoką neonowej pomadki, która będzie jedynym mocnym akcentem w makijażu. 

Rozmawiając o kolorze, mówimy często o tak zwanym ekspresowym efekcie – zauważa Sergiusz Osmański, makijażysta i dyrektor artystyczny Sephora Polska. – Ubierając jeden element naszej twarzy w mocny, nasycony kolor, sprawiamy, że przykuwa on uwagę, a inne obszary schodzą na dalszy plan i nie wymagają tak starannego wypracowania jak na przykład w przypadku makijażu „make-up no make-up”. 

To trik, którym od lat chwalą się Francuzki. Pozostawiając skórę „nagą” i nakładając jedynie czerwoną szminkę na usta, wywołują optyczne wrażenie wykreowanego wieloma etapami makijażu. Wizażyści na wiosennych pokazach poszli podobnym tropem – neonowym powiekom i świetlistym plamom koloru na policzkach towarzyszyła świetlista, niepomalowana niczym cera. Taki sposób malowania się dostarcza więc nie tylko radości, ale i oszczędza czas.

Wodoodporny żelowy eyeliner Marc Jacobs ( Cena 129 zł, Sephora)

Teoria koloru w praktyce 

Sztukę stosowania pojedynczych akcentów kolorystycznych bez trudu opanują amatorki. Sprawy nieco skomplikują się, gdy zechcemy połączyć kilka odcieni (color-blocking proponują w tym sezonie między innymi Halpern czy Chromat). Sposobem na uniknięcie błędów może być zastosowanie podstawowych zasad klasycznej teorii koloru. Na pewno pamiętacie ją z lekcji plastyki.

To stara szkoła, ale aktualna – mówi Sergiusz Osmański. – Jej stosowanie daje duży komfort pracy, bo bazując na jednej grupie kolorystycznej, na przykład barwach ciepłych lub zimnych, można skutecznie połączyć kolorowy makijaż oczu i ust.

Kluczem do właściwego doboru odcieni jest skupienie na barwach pochodnych. Dzięki temu możemy zrobić makijaż, który podkreśla wszystkie partie twarzy, ale nie przerysowuje jej. Przykład? Wiosenny makijaż u Toma Forda, gdzie błękit oka połączono z fuksją na ustach (obie barwy są zaliczane do chłodnych).Kolory przeciwstawne mogą korygować makijaż (tzw. color correcting – tu wypryski niweluje się zielonym, a cienie pod oczami – pomarańczowym), ale i wy-

dobywać nasycenie z zaaplikowanego na twarz koloru. 

Pieguski o złocistej cerze uzyskają większe nasycenie koloru, stosując odcień nude, ale z zimną poświatą. Dzięki tonacji ich cery neutralna szminka będzie wyglądała na ustach znacznie intensywniej niż u dziewczyn bladych ze skórą o niebieskiej poświacie – tłumaczy Sergiusz Osmański. Tak samo działa zderzenie matu i błysku. – Jeśli otoczymy mat błyskiem, jego odcień będzie sprawiał wrażenie ciemniejszego, niż gdy otoczy się go matowym podkładem. Ta reguła sprawdzi się też, gdy lśniące usta otoczymy spudrowanym podkładem. Ich szklistość będzie bardziej wyrazista niż w makijażu z rozświetloną cerą. 

W tym sezonie zrobili tak Rebecca Davenport, autorka makijaży dla Bethany Williams i Dick Page, odpowiedzialny za geometryczny makijaż oka w lookbooku Zero + Maria Cornejo, gdzie niebieskiemu matowi na oku towarzyszyła świetlista, nietknięta nawet kroplą kryjącego podkładu, skóra. 

Gdy więc reguł jest zaledwie kilka, a dozwolonych chwytów wiele, kusi, żeby puścić wodze fantazji. Narysować wzdłuż powieki jaskrawą kreskę, zaznaczyć łuk brwiowy cieniem w kolorze magenty albo pokryć usta grubą warstwą pomarańczowej szminki. Do eksperymentów zachęcają też formuły kosmetyków. Aplikacja pudrów i sypkich pigmentów wymaga umiejętności i wprawy, ale coraz więcej marek oferuje produkty o konsystencji kremu i żelu albo poręczne sztyfty, które nakłada się palcami, tworząc w ten sposób nieregularne maźnięcia i plamy. A gdy się nie uda lub okaże, że romans z kolorem jest związkiem bez przyszłości, można po prostu go zmyć. W końcu to tylko makijaż – ma ubarwiać codzienność, a nie ją komplikować.

Tekst pochodzi z marcowego numeru „Vogue Polska” do kupienia w kioskach oraz pod linkiem. 

 





Source link

urządzenie kosmetyczne

Must Read

Related Articles