urządzenie kosmetyczne

Jak zrobiłam sobie botoks i wampirzy lifting


Kiedy patrzę na kobiety takie jak Meryl Streep, Helen Mirren czy Helena Norowicz myślę z zazdrością, że chciałabym tak wyglądać za te dwadzieścia, trzydzieści lat. Piękne twarze, na których zmarszczki wyrysowały każdy życiowy zakręt, radość czy smutek. Błyszczące oczy okolone wianuszkiem załamań wydają się dojrzałe i mądre. Uśmiech tworzy zmysłowy łuk na ich ustach. Jest w nim i duma, i pewność siebie. I kiedy tak im się przyglądam, przychodzi myśl, że starość to nie zmarszczki, a stan umysłu.

Starzeć się pięknie to wielka sztuka. W zgodzie ze sobą, nie żałując ani chwili, chwytając życie garściami mimo wszystko. Prawda jest jednak taka, że to niezwykle trudne, bo popkultura bardziej niż dojrzałość promuje rześką młodość. Nie dziwi więc, że dostęp do wiecznej młodości jest jak święty graal współczesności. Czy coś w tym jednak złego? Myślę, że nie – i choć to truizm – wierzę, że mądre dbanie o siebie i własną urodę, jest ważne dla naszego samopoczucia.

Tak się złożyło, że za parę miesięcy przekroczę kolejny rubikon wieku. Tego wieku, który sprzyja myśleniu, że pierwsza młodość już za mną, ale wszystko, co najlepsze jeszcze przede mną. Dlaczego więc nie pomyśleć o pierwszych zmarszczkach z czułością i zadbać o siebie tak, by po prostu dobrze czuć się we własnej skórze.

Całkiem niedawno jeden ze znanych lekarzy medycyny estetycznej na łamach swojego Facebooka zastanawiał się, dlaczego kobiety robią sobie krzywdę ostrzykując usta tak, że te przypominają tylną część ciała pewnej małpy. Chciałoby się rzec, w końcu ktoś powiedział to głośno, zastanawiając się przy okazji, kto tym kobietom tę krzywdę robi. Okazuje się bowiem, że wybranie mądrego i sprawdzonego lekarza medycyny estetycznej, który nie ulegnie nierealistycznym zachciankom, upodabniającym nas do gwiazd Instagrama, jest nie lada sztuką.

Kliniką, w której miałam okazję sprawdzić, jak wygląda holistyczne podejście do programu anty – aging było Centrum Zdrowej Skóry – oddział Centrum Medycznego Damiana, specjalizujący się w medycynie przeciwstarzeniowej. Powodem, dla którego zdecydowałam się przetestować tę właśnie klinikę, jest fakt, że jest ona ośrodkiem referencyjnym, który szkoli lekarzy medycyny estetycznej. Jest również znana z doskonałego zaplecza medycznego, co w połączeniu z kwalifikacjami lekarzami, daje doskonałe i naturalne efekty.

Pierwszą wizytę konsultacyjną w Centrum Zdrowej Skóry umawiam z tygodniowym wyprzedzeniem. Przyjemnym zaskoczeniem jest fakt, że potrwa ona aż godzinę. Z doktor Joanną Wiśniewską – Goryń, lekarzem chirurgii plastycznej i dyplomowanym lekarzem medycyny estetycznej spotykam się w środowe popołudnie.

Przede wszystkim zależy mi na ładnej, jędrnej, rozjaśnionej skórze (zwłaszcza wokół oczu) oraz spłyceniu zmarszczek. Zadbaniu o nią tak, by starzała się wolniej (jej achillesową piętą jest nawilżenie). Moja skóra wypija każdą ilość nawilżających kremów, olejków i lotionów, które na nią nakładam. Zwłaszcza w zimie. Mimo tego i tak wydaje się przesuszona. Gdyby więc udałoby się nawilżyć ją od wewnątrz, byłabym naprawdę zadowolona). Chętnie poprawiłabym też owal, ale niewiele. I może ciut otworzyła oko (zastanawiam się, czy to możliwe bez udziału nici).

Lekarz rozmowę zaczyna od pogłębionego wywiadu lekarskiego. Pyta o przebyte choroby (wszystkie), również o te dziedziczne. Uczulenia, obecny stan zdrowia, tryb życia – w tym o aktywność fizyczną i dietę. Ten szczegółowy wywiad trwa około piętnastu minut i już na wstępie budzi moje zaufanie. Dotąd żaden lekarz (medycyny estetycznej) tak dokładnie nie pytał o mój stan zdrowia. Dopiero potem przechodzimy do określenia moich oczekiwań. Wymieniam je dość szybko. Pani doktor słucha uważnie wszystkiego, co mówię, dotykając jednocześnie skóry, sprawdzając jej jędrność i przyglądając się, jak układają się zmarszczki mimiczne. Prosi, bym się uśmiechnęła, zmarszczyła czoło, pokazała szyję i dekolt.

To wszystko po to, by dokładnie sprawdzić, czy to co mówię, ma pokrycie w stanie faktycznym. Dopiero pełna diagnoza stanie się podstawą do dobrania pakietu zabiegów mających na celu rewitalizację mojej skóry.

Dr Joanna Wiśniewska Goryń zarekomendowała mi serię zabiegów rozłożonych w czasie na ponad trzy miesiące. Czas jest niezbędny, aby skóra mogła się w pełni odbudować i odnowić. Ucieszyła mnie informacja, że moja skóra jest w dobrej kondycji, dlatego nie wymaga użycia nici liftingujących, a jedynie zabiegów, które ten efekt utrzymają. Serię rozpoczną wykonywane w trzytygodniowych odstępach zabiegi z użyciem osocza bogatopłytkowego, a skończą zabiegi nawilżające i liftingujące owal twarzy. Tuż po pierwszym zabiegu z użyciem osocza, zostanie podana toksyna botulinowa, która nada twarzy wypoczęty wygląd.

Pierwszym z rekomendowanych zabiegów jest osocze bogatopłytkowe, czyli zabieg popularnie nazywany wampirzym liftingiem (lekarze nie lubą tego określenia, choć tak właśnie zakorzenił się on w świadomości pacjentek).

Słyszałam o nim wiele. Jedni chwalą, inni mówią, że spodziewali się lepszych efektów. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, że skuteczność tego zabiegu jest w stu procentach zależna od jakości osocza, które uzyskujemy z własnej krwi. Aby było ono jak najlepszej jakości, kluczowe są dwa czynniki. Pierwszym jest jakość specjalnej probówki, której użyjemy do odwirowania osocza, a drugim prędkość odwirowywania. Te dwa czynniki mają diametralne znaczenie dla uzyskanej jakości osocza. Im więcej płytek będzie ono zawierało, tym bardziej spektakularne efekty terapii uzyskamy.

Zabieg zaczyna się od pobrania krwi, która najpierw badana jest w minilaboratorium Centrum. W ten sposób niemal natychmiast uzyskuje się podstawowe informacje o stanie zdrowia pacjenta. Jest to o tyle istotne, że niestety, nie zawsze zabieg ten można wykonywać. Nie jest wskazany w przypadku ciąży, przewlekłych chorób, ale również w przypadku zwykłych stanów zapalnych organizmu (w tym przeziębienia). Badanie pokazuje, jak nasza krew bogata jest w płytki krwi, które po odwirowaniu i wzbogaceniu zostaną podane w głąb skóry.

Przebadana krew jest podawana do specjalnej, licencjonowanej i przetestowanej probówki, a ta do specjalnej wirówki (warto dodać – co było dla mnie zaskoczeniem – że Centrum Zdrowej Skóry, zanim wybrało najbardziej odpowiednie próbówki, przetestowało ich kilkadziesiąt). Właściwe ustawienie parametrów wirowania (w zależności od uzyskanych wyników badania krwi), to drugi (po probówce) czynnik, który ma kolosalne znaczenie dla jakości uzyskanego osocza. Po odwirowaniu preparat jest praktycznie gotowy do podania poprzez małymi porcjami wprost pod skórę. Zanim to jednak nastąpi, skóra twarzy i szyi jest dokładnie znieczulana kremem Emla (około 40 minut).

Moje wrażenia: Jak każdy zabieg z użyciem igły i strzykawki, ten też nie należy do najprzyjemniejszych. Powiem więcej, po zabiegu wygląda się dramatycznie. Skóra, w każdym miejscu nakłucia (a jest ich kilkadziesiąt) i podania osocza wygląda jak po solidnym ugryzieniu komara. Dzieje się tak, ponieważ po wstrzyknięciu osocza, uwalnia się histamina, która odpowiedzialna jest za zaczerwienienia. Te ‘specjalne efekty’ znikają już po przespanej nocy, więc na drugi dzień można normalnie pójść do pracy. Jednak tuż po zabiegu, najlepiej schować się w domu.

Efekty: Pierwsze efekty pojawiają się po mniej więcej trzech tygodniach. Aby terapia osoczem była skuteczna, należy zrobić ją w serii minimum trzech zabiegów. Po pierwszym zabiegu skóra staje się wyraźnie nawilżona, po drugim poprawia się jej gęstość i staje się również jaśniejsza. Po trzecim (czyli po około 9 tygodniach) jest znacznie grubsza i jędrniejsza. Wyraźnie widać również poprawę owalu twarzy, spłycenie zmarszczek mimicznych, zwłaszcza tych wokół oczu. Dopiero tak przygotowana skóra jest gotowa na dalsze zabiegi, które podtrzymają te efekty.

Po pierwszym zabiegu z użyciem osocza bogatopłytkowego, dr Joanna Wiśniewska Goryń podaje mi toksynę botulinową w okolice lwiej zmarszczki i skroni po to, by optycznie otworzyć oczy, podnieść nieco opadające łuki brwiowe i powieki (pierwsze oznaki czterdziestki, sic!). Boję się tego, jak diabeł święconej wody, przede wszystkim dlatego, że nie chcę, aby moja twarz została pozbawiona naturalności i unieruchomiona. Uważam, że zła sława toksyny botulinowej bierze się z faktu, że zarówno kobiety, jak i lekarze robią ją, nie znając umiaru. W tym miejscu warto podkreślić, jak ważne jest doświadczenie i praktyka lekarza wykonującego zabieg. Dobry lekarz potrafi podać toksynę tak, by uzyskać zamierzony efekt.

Tymczasem, jak mówi dr Joanna Wiśniewska Goryń, w aktualnych trendach medycyny estetycznej dąży się do wyłączenia przyczepów skórnych zmarszczek mimicznych przy jednoczesnym maksymalnym zachowaniu ruchomości mięśni twarzy odpowiedzialnych za mimikę. To jak wiele jednostek toksyny botulinowej będzie potrzebne, zależy od marki preparatu, siły i wielkości mięśni które mamy porazić oraz pożądanego efektu.

Moje wrażenia: Toksynę botulinową podaje się
pacjentowi w pozycji siedzącej. Lekarz robi niewielkie iniekcje (w zależności
od efektu jaki chce uzyskać), wstrzykując botoks w miejsca, których mięśnie
chcemy delikatnie rozluźnić. Dlatego podczas zabiegu marszczyłam czoło,
uśmiechałam się tak, by lekarz mógł ocenić ile i w jakich miejscach podać
preparat. Przez pięć godzin po zabiegu, nie można się schylać, kłaść, ani
wykonywać gwałtownych ruchów. To bardzo ważne, bowiem preparat wchłania się
przez cztery godziny i w tym czasie nie powinniśmy dopuszczać do tego, aby
przemieszczał się w skórze. Zabieg nie jest bolesny.

Efekty: Na efekty trzeba poczekać mniej więcej od
siedmiu nawet do czternastu dni. Wszystko zależy od właściwości indywidualnych
organizmu. U mnie efekty pojawiły się po pięciu dniach. I faktycznie – moje
zmarszczki zostały spłycone, ale moje oczy wciąż ‘mogą się’ uśmiechać, a czoło
‘zdziwić’, przy jednoczesnym podniesieniu brwi. Efekt znacznie przewyższył moje
oczekiwania. Twarz naprawdę wygląda na zrelaksowaną.

To zabiegi, które mam zaplanowane na zakończenie programu. Pierwszy z nich Vital polega na utkaniu pod skórą całej twarzy i szyi, siatki z kwasu hialuronowego. Podany w minimalnych ilościach tuż pod skórą tworzy wodny płaszcz w postaci mini depozytów, dzięki którym skóra jest bardzo dobrze nawilżona. Zdziwi się ten, kto nie doceni tego niepozornego zabiegu. Prawidłowe nawilżenie to klucz do utrzymania skóry (zwłaszcza tej wokół ust i oczu, która narażona jest na przesuszenie) w dobrej kondycji, a przede wszystkim podtrzymania i uzupełnienia działania osocza bogatopłytkowego. Jak mówi doktor, efekty widać już po pierwszym zabiegu. Jednak od indywidualnych potrzeb skóry lekarz może wykonać od 3 do 4 zabiegów w odstępach 3-4 tygodni.

Drugi z zabiegów – PROPHILO pierwotnie był stworzony z myślą o mężczyznach. Jednak dr Joanna Wiśniewska – Goryń rekomenduje go wszystkim swoim pacjentom i pacjentkom. Prophilo pomaga w spektakularny sposób poprawić owal twarzy poprzez podanie w pięciu punktach (po każdej stronie twarzy) kwasu hialuronowego, którego rozprężające się cząstki ‘naciągają’ skórę. Efekty będą tym lepsze, im lepiej wcześniejszymi zabiegami zostanie przygotowana skóra. Profhilo nie poszerza twarzy i nie robi efektu ‘nalania’, a dzięki odpowiedniej technice podania preparatu nie powstają siniaki i stwardnienia. Zabieg w zależności od stanu i wieku skóry wykonuje się w seriach od jednej do czterech. Z uwagi na czas trwania programu, oba te zabiegi są jeszcze przede mną.

Na te muszę jeszcze chwilę poczekać, patrząc jednak na pierwsze efekty (znacząca poprawa jakości skóry i zrelaksowana twarz dzięki toksynie botulinowej), jestem przekonana, że efekty będą więcej niż bardzo dobre.

To, co zaskoczyło mnie w Centrum Zdrowej Skóry, to oprócz rozsądnego i bardzo rzeczowego lekarza, profesjonalny personel medyczny. Przy wszystkich zabiegach była obecna wykwalifikowana pielęgniarka. Dokładała wszelkich starań, by zabiegi były możliwe bezbolesne (łącznie z pobieraniem krwi), odpowiadała na wszelkie najmniejsze nawet wątpliwości i sprawiała, że po prostu czułam się bezpiecznie. Poczucie bezpieczeństwa sprawiał również fakt, że klinika pracuje na sprawdzonych i markowych preparatach oraz urządzeniach, co jest bardzo istotne, biorąc pod uwagę skuteczność i efekty zabiegów oraz brak efektów ubocznych. A przecież to właśnie w medycynie estetycznej jest najważniejsze.