urządzenie kosmetyczne

Ratownik KPP, praca na oddziale covidowym


  • Po kilku miesiącach załamania, Gabrysia trafiła na ogłoszenie, że do szpitala zakaźnego szukają ratowników KPP, ukończyła kurs i zaczęła pracę na oddziale covidowym
  • Branża beauty to ciągła rywalizacja i konkurencja, czułam, jak ta nieustająca szarpanina mnie wypala – mówi Gabi
  • Trudne było zderzenie się z rzeczywistością, bo jednego dnia rozmawiam z kimś o jego wnuczce czy córce, a następnego wkładam jego ciało do czarnego worka… – opowiada
  • Słyszeć o COVID-19, a go zobaczyć, to dwie różne kwestie. Jednym z największych dramatów tej choroby jest całkowita samotność pacjentów – podkreśla ratowniczka 
  • Ratownicy KPP to tacy kumple szpitalni, którzy zastępują bliskich. Widzę przypadki straszne, wiem, że pacjent jest umierający, ale uśmiecham się i mówię do niego nawet jak jest niemal nieprzytomny
  • Więcej takich informacji znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

1.

Moją największą pasją od zawsze był makijaż. Przez długi czas nie wiedziałam nawet, że na robieniu makijażu można zarabiać. Kiedy zorientowałam się, że inni się z tego utrzymują, zafiksowałam się kompletnie i poszłam tą drogą swojego zawodowego rozwoju. Sesje zdjęciowe, indywidualne zlecenia… Ktoś by pomyślał, że to lekka i przyjemna praca, niestety, branża beauty to przede wszystkim rywalizacja i konkurencja. Makijażystów w Polsce jest bardzo dużo, każdy walczy o jak najlepsze warunki pracy i zlecenia.

Czułam, jak ta nieustająca walka na rynku pracy mnie wypala. Chciałam trochę uciec od tej szarpaniny, dlatego myślałam, żeby znaleźć sobie jakąś dodatkową ścieżkę, zupełnie inną od mojej branży, która przekieruje mój mózg na inne tory, mniej rywalizacyjne czy biznesowe.

Kiedy zaczęła się pandemia, z dnia na dzień straciłam pracę. Usiadłam z kalendarzem, wzięłam mazak i wykreśliłam wszystkie zlecenia, które miałam do końca roku. Serce mi pękało i te pierwsze miesiące były dla mnie bardzo depresyjne, bałam się, że cała moja praca pójdzie na marne, że ludzie zapomną o mojej marce.

2.

W końcu miałam już dość samej siebie, nie mogłam przecież tak siedzieć i ryczeć, źle się czułam ze swoją bezradnością. To wtedy znalazłam informację, że szukają ludzi do pomocy w szpitalach po ukończonym kurs ratownika kwalifikowanej pierwszej pomocy. Zapisałam się na kurs, który trwał miesiąc i zaraz po jego ukończeniu trafiłam do szpitala zakaźnego na oddział covidowy. Ze świata beauty w sam środek tornada, walki z pandemią.

Nagle odkryłam, że oprócz świata makijażu w takim samym stopniu może zafascynować mnie zupełnie coś innego.

3.

Zaskoczyło mnie wszystko. To, że tak szybko i dobrze odnalazłam się w nowej dla mnie rzeczywistości. Potrafię zadaniowo podchodzić do swoich obowiązków i wyłączyć trochę emocje, co bardzo w szpitalu się przydaje. Ale i tak wiążemy się z ludźmi, którymi się zajmujemy i też często się z nimi żegnamy, bo jednego dnia rozmawiam z kimś o jego wnuczce czy córce, a następnego wkładam jego ciało do czarnego worka…

Są sami w salach, ich stan jest na tyle poważny, że nie mogą się skupić na czytaniu książki, rozwiązywaniu krzyżówki, oni nie obejrzą filmu, bo tak fatalnie się czują. Wchodzisz do takiego pacjenta, który leży i patrzy się w ścianę. To jest przerażający widok.

4.

Co robi ratownik KPP? Wszystko wokół pacjenta poza stricte medycznymi rzeczami.

Dbamy o higienę, samopoczucie, porządek wokół, ich komfort psychiczny. Jednym z największych dramatów tej choroby jest całkowita samotność. Chorzy są zamknięci w małych pomieszczeniach, z których nie mogą wyjść, otoczeni przez osoby, których twarzy nie widzą i nigdy nie zobaczą przez te maseczki, kombinezony i przyłbice.

Ogromnym plusem naszego zawodu jest to, że możemy poświęcić im trochę czasu, którego nie ma ani pielęgniarka, ani lekarz. Ten czas, obecność drugiej osoby, jest dla pacjentów niezwykle cenna. Osoba, która widzi mnie pierwszy raz, pyta, czy mogę ją potrzymać chwilę za rękę, ktoś błaga, żebym została jeszcze chwilę i ja mogę sobie przystawić krzesełko do łóżka i 15 minut pogadać z nim o głupotach.

Dalsza część tekstu pod materiałem wideo.

5.

Kiedy wchodzę do pacjenta, myślę o dwóch rzeczach. Pierwsza: “gdyby to była bliska ci osoba, co ty byś chciała, żeby wokół niej było zrobione, w jakim stanie chciałabyś ją zobaczyć?”. Druga to rodzina pacjenta. Czasami rozmawiam z nią w swojej głowie, mówię, że wszystko jest w porządku, że ich bliski jest w dobrych rękach, że zajmę się nim najlepiej jak umiem. To abstrakcyjne, ale mi pomaga.

I zgadza się, że oddział covidowy to jak walka na froncie. Ratownicy KPP są nowym zjawiskiem w szpitalu i bardzo się cieszę, że ktoś wpadł na pomysł ich zatrudnienia. Przy tej obsadzie pracowników szpitala, która była na początku pandemii, nie sposób było, by pielęgniarki mogły poświęcić więcej czasu pacjentowi. Od tego jesteśmy teraz my.

Zajmujemy się kompleksowo poprawą samopoczucia chorego. To są takie małe rzeczy, ale bardzo ważne, żeby nie dać się temu człowiekowi całkowicie rozpaść. Głupota, jak powiedzenie starszej kobiecie: “wie pani co, ja nie dam rady, może weźmie pani gąbkę i obmyje sobie ręce”. Jasne, że mogę to zrobić sama, ale chodzi o to, żeby się nad tymi ludźmi nie litować nadmiernie, nie podkreślać ich słabości i bezradności, tylko pokazywać im, że jednak coś mogą.

Ratownicy KPP to tacy kumple szpitalni, którzy zastępują bliskich. Widzę przypadki straszne, wiem, że pacjent jest umierający, ale uśmiecham się, mówię do niego, nawet jak jest niemal nieprzytomny, głaszczę po głowie, trzymam za rękę i widzę na monitorach, jak poprawiają się jego parametry. Oni czują obecność drugiego człowieka do ostatniej chwili. I chociaż zdaję sobie sprawę, że pacjent umiera, to staram się ze wszystkich sił utrzymać go w jak najlepszej możliwej kondycji do samego końca.

Często, niestety, zupełnie nic nie da się zrobić. I to jest jedna z tych rzeczy, która mnie bardzo uderzyła.

W szpitalu mogę robić wszystko, zmieniać pieluchę, otwierać okno naiwnie wierząc, że to coś zmieni, a zmienia tylko na chwilę, bo pacjent i tak umiera. Tu nie ma opcji a, b lub c i trzeba się z tym pogodzić, co nie jest łatwe.

6.

Czy myślę o moim świecie sprzed pandemii? Paradoksalnie te dwie rzeczywistości się mieszają, a mój makijaż jest często komentowany w szpitalu. Mam bardzo długie rzęsy, które są już częścią mojej osobowości, zawsze maluję się do pracy i bardzo często słyszę: “jak dobrze że pani ma te rzęsy i makijaż, bo panią rozpoznaję”. Pacjenci wiedzą, jak mam na imię, kim jestem, co robię. Jeden pan powiedział, że jestem jedyną osobą z całego szpitala, którą rozpoznaje. Te moje światy się więc przenikają. Ostatnio pani – lat 97, która wyzdrowiała z COVID-19, poinformowała mnie, że jak wyjdzie, to pierwsze co zrobi, to pójdzie na manicure.

7.

Zawsze byłam osobą bardzo nieśmiałą, niepewną siebie, miałam w sobie dużo lęków przed ludźmi. A praca ratownika KPP to szkoła charakteru. Często zdarzają się nieprzyjemne sytuacje, gdy np. kogoś trzeba umyć, a ta osoba się ze mną szarpie, kopie mnie. Wtedy wiem, że muszę powiedzieć: ja tu teraz rządzę, robimy to dla twojego zdrowia i życia.

Ludzie niedotlenieni, jak ci z COVID-19, potrafią być agresywni, złośliwi, ale od tego trzeba się odciąć i zachować swój profesjonalizm. Mimo wszystko odbieram swoich pacjentów pozytywnie, agresję usprawiedliwiam chorobą i na koniec dostaję dowody wdzięczności, a z czekoladek, które otrzymałam, mogłabym stworzyć hurtownię. To jest bardzo miłe.

8.

Ale zaczęłam się bać kruchości ludzkiego życia. Jestem na badaniach pacjentów, widzę na monitorze serce i myślę sobie, że cały świat może się zmienić w sekundę. Dotychczas doświadczyłam śmierci osób mi bliskich, a teraz widzę ją na co dzień.

Nie mam wiedzy medycznej, ale niestety śmierć jest wyczuwalna i nie trzeba znać wszystkich parametrów na monitorach, żeby ją zobaczyć.

Widzę, że wielu pomaga wiara w Boga, bo mają nadzieję, że może trafią do lepszego miejsca, gdzie nie będą już cierpieć… Upewniam się, czy mają przy sobie swój ukochany krzyżyk, różaniec, obrazek ze świętym.

9.

Dla mnie powrót do życia sprzed pandemii nie jest możliwy. Zrobię jednak wszystko, by łączyć pracę makijażystki z tą w szpitalu. Zdecydowałam się na kurs opiekuna medycznego, żeby podnieść swoje kwalifikacje. I nie będę fałszywie skromna, jak powiem, że wiem, że robię dobrą robotę i robię różnicę w opiece nad chorymi i ich samopoczuciem.

Pacjenci cieszą się, kiedy do nich przychodzimy. Mam starszego pana, niestety w bardzo fatalnej kondycji, który, jak wchodzę, od razu się uśmiecha. Tego brakowało tym ludziom. Ratownicy KPP to w większości młodzi ludzie, część z nich jest ratownikami wodnymi, ale sporo z nas trafiło do szpitala z zupełnie innego świata, nikt się nie dziwi, kiedy mówię, że jestem makijażystką. Wprowadzamy nową energię do szpitali, której bardzo brakowało.

10.

To nie jest łatwa praca, ale nie żałuję ani jednej minuty przepracowanej w szpitalu. Często np. muszę pomagać mężczyznom w intymnych sytuacjach. Przez długi czas było to bardzo duży problem, oni unikali proszenia mnie o pomoc, nie mówili, że mają brudną pieluchę. Widziałam, że czuli się źle, gdy ich myłam, choć robię to z zachowaniem ich godności.

Te sprawy trzeba jednak przegadywać z pacjentem, ja im mówię: zależy mi, żeby pan stąd wyszedł, jeśli pan musi leżeć przez dwa tygodnie i nie może chodzić do toalety, to po prostu zróbmy to, co trzeba zrobić. Nie ma coś roztkliwiać. Nic co ludzkie nie jest mi obce, tyłek to tyłek, każdy go ma. Mi bardzo zależy, żeby wszystkie osoby, które trafiły i trafią do szpitala, o tym wiedziały. Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się spojrzeć pogardliwie na osobę bezradną, nic mnie nie obrzydziło i ostatnią rzeczą, jaką chcę widzieć, to zakłopotanie pacjentów, oni i tak już wystarczająco cierpią.

Zderzenie się z COVID-19 to też ogromna lekcja pokory, bo życie pokazuje ci, że nie zawsze jest tak, jak chcesz, nie zawsze jest miło, daje ci pstryczka w nos. Jednak paradoksalnie doświadczając tak trudnych sytuacji, zyskałam poczucie wolności. Kiedyś obawiałam się wyjść w mocniejszym makijażu, czy butach, które mogłyby przykuwać uwagę. Dzisiaj myślę, że kompletnie nieistotne jest to, co ludzie powiedzą, czy pomyślą. Przecież my się kiedyś wszyscy w jakiś sposób rozpłyniemy, więc odejmowanie sobie teraz przyjemności niczemu nie służy.



Source link

urządzenie kosmetyczne

Must Read

Related Articles