urządzenie kosmetyczne

Prosta droga od tłumaczki do dentystki: historia bardzo optymistyczna


Kiedyś „chęć szczera” wystarczała „na karierę oficera”, nawet matura nie była potrzebna. To było kiedyś. Mamy bardzo optymistyczny i inspirujący przykład, że „chęć szczera” otwiera drzwi do wymarzonego zawodu lekarza dentysty. Oczywiście sama „chęć”, chociażby była najszczersza – nie zastąpi wszelkich, wymaganych prawem egzaminów. Na to nie można liczyć. Czytając tę historię można za to liczyć na pokaźny zastrzyk optymizmu. To przykład dla innych, posiadających marzenia, a nie mających odwagi na zdecydowany krok w kierunku ich realizacji.

Joanna Izabella Morawska jest osobą szczęśliwą. Z każdego, wypowiedzianego przez nią zdania, bije optymizm, siła i wiara w to co się robi. Nie każdy potrafi tak zdecdyowanie zmienić swoje życie zawodowe, chociaż zapewne wielu myśli o takim kroku. Joanna Izabella Morawska daje przykład tym, wszystkim którzy chcieliby móc powiedzieć, że marzenia się spełniają.

Ukończyłam anglistykę na uniwersytecie Jagiellońskim (jestem dyplomowanym nauczycielem i tłumaczem); podyplomowe studia MBA i przez kilka lat pracowałam w jednej z krakowskich korporacji.

Decyzję o rozpoczęciu studiów stomatologicznych podjęłam będąc w ciąży z drugim dzieckiem. Udało mi się przygotować do egzaminów wstępnych podczas urlopu macierzyńskiego, zdać je pomyślnie (mając skończone 33 lata) i przebrnąć z dobrymi wynikami przez pięć lat ciężkich studiów w Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cały czas wychowywałam dwoje dzieci i pracowałam dorywczo przy tłumaczeniach z branży lekarskiej.

Obecnie jestem w trakcie egzaminów dyplomowych przedmiotów stomatologicznych w języku angielskim.

Zmiana planów zawodowych to po części spełnienie marzeń z wczesnej młodości, ale bardziej – mocno świadoma decyzja dojrzałego człowieka. Pomaga mi przeświadczenie, że nie ma nic piękniejszego niż wykonywanie zawodu, dzięki któremu możliwe jest przywracanie pięknego uśmiechu. Brzmi może banalnie, ale jestem bardzo szczęśliwa z podjętej decyzji.

Nie bez znaczenia w realizacji nowych życiowych planów miał fakt, iż w rodzinie męża są stomatolodzy. Pasją do zawodu zaraziła mnie głównie teściowa (specjalista protetyki stomatologicznej, a także brat i siostra męża, od których bardzo dużo się nauczyłam i wciąż uczę).

Studia były dla mnie ekstremalną przygodą. Nie dość że w języku angielskim, ze studentami w większości z Norwegii i Szwecji – co już sprawia wyzwania na poziomie komunikacji międzykulturowej, to jeszcze będąc mamą dwóch dziewczynek w wieku przedszkolnym – miałam dodatkową trudność w funkcjonowaniu w grupie studenckiej. Problemy studenta to coś zupełnie innego niż problemy studenta – rodzica.

Gdy koleżanki i koledzy z grupy pomiędzy zajęciami i wykładami szli spotykać się towarzysko, ja pędziłam do domu przygotować obiad dla dzieci, ogarnąć mieszkanie, nastawić pranie i poprasować.

Całotygodniowy rozkład obowiązków domowych był u nas rozplanowany co do 15 minut. Razem z mężem się śmialiśmy, że to razem jesteśmy na tych studiach, a stomatologia to nasze trzecie dziecko. Bez wsparcia od rodziny, realizacja tego przedsięwzięcia nie byłaby możliwa.

Często wśród lekarzy na uczelni, profesorów spotykały mnie reakcje niedowierzania, gdy dowiadywali o mojej historii. Pytania typu „to kto pani te dzieci chowa jak pani jest cały dzień w klinice?” lub stwierdzenia „nie da się studiować na kierunku medycznym wychowując małe dzieci”, „mając małe dzieci nie ma się siły ani czasu na naukę” padały wielokrotnie.

Nie korzystaliśmy nigdy z pomocy niań, jedynie z przedszkola. Doraźnie, w sytuacjach kryzysowych (choroba dziecka, sesja egzaminacyjna) przyjeżdżała moja mama. Dziadkowie dzieci nie mieszkają w Krakowie. Studia były dla mnie bardzo dużym wysiłkiem na poziomie intelektualnym, logistycznym, emocjonalnym.

Z 20 osób rozpoczynających studia na naszym roku, kończy je zaledwie 13 osób. Śmiejemy się w tej „okrojonej” grupie, że tylko twardziele przetrwali.

Niezaprzeczalnym faktem jest, iż ogromną motywacją do podjętego trudu były są moje dzieci i to dzięki nim nie zabrakło mi siły. Każda mama mnie zrozumie.

Studia spełniły moje oczekiwania pod względem ogólnego przygotowania do zawodu, niemniej jednak mam świadomość, że w stomatologii nauka i doskonalenie zawodowe nigdy się nie kończy. To też piękno tej profesji, jak również fakt, iż jest tyle wielorakich możliwości dalszego rozwoju zawodowego.

O konkretnej specjalizacji na razie nie myślę. Chciałabym jak najwięcej zajmować się stomatologią zachowawczą z endodoncją i pedodoncją. Mały pacjent to dla mnie z racji bycia mamą zawsze ciekawe spotkanie.

W czasie studiów założyliśmy ze studentami organizację „Brush and Paste” przeprowadzającą profilaktyczne akcje stomatologiczne w szkołach połączone z lekcjami języka angielskiego (akcje są przeprowadzane w języku angielskim, co dodatkowo przyciąga dzieci do samego tematu dbania o zdrowie jamy ustnej i zdrowego odżywiania).

Chciałabym by mój przykład był dowodem dla kogoś, kto być może myśli o podobnym kroku, że jest to możliwe i warto podjąć ten trud.

***

A może ta historia skłoni innych do opowiedzenia swojej drogi do wymarzonego zawodu. Jesteśmy przekonani, że prowadzą do niego równie inspirujące przeżycia.

Zapraszamy do kontaktu.





Source link

urządzenie kosmetyczne

Must Read

Related Articles